Jak Wam minął blue Monday? Dziś o tym, czy początek roku zawsze dodaje skrzydeł czy jest początkiem depresji.
- Izabela Solarek
- 20 sty
- 5 minut(y) czytania
Na przełomie roku wszyscy w około wpadają w szał ustalania planów, nowych celów na nadchodzący rok. Kobiety stają na wadze łazienkowej i deklarują oficjalnie i całemu światu, że koniec ze słodyczami, że muszą schudnąć do wakacji, wykupują karnety na siłownie i zatrudniają za kosmiczne pieniądze trenerów personalnych oraz dietetyków. Planujemy ferie, wakacje, zmianę pracy, powrót do zdrowych nawyków żywieniowych, naukę angielskiego i sam Bóg raczy wiedzieć co jeszcze. I zachowujemy się troszkę jak te osy w słoikach, nerwowo biegając, ćwicząc, spoglądając trzy razy dziennie na wagę, która jak na złość ani drgnie.
A czas ucieka i nagle wydarza się 19 stycznia 2026 – czyli Blue Monday – ponoć najbardziej depresyjny dzień w roku. Zwykle przypada na trzeci poniedziałek nowego roku i jest to bardziej chwyt marketingowy niż nauka jednak stał się częścią naszej kultury, z rodzaju tej smutnej i przygnębiającej. Za oknem zimno a brak słońca wpływa na nasz nastrój, dodatkowo noworoczna motywacja spada, na koncie braki a może i długi finansowe po świętach, a na wadze ze trzy kilogramy więcej.
Po postanowieniach noworocznych pozostało tylko wspomnienie.
CZY TO TYLKO STYCZEŃ DAJE NAM POPALIĆ CZY TO NASZE NOWOROCZNE POSTANOWIENIA NAS PRZEROSŁY?
My kobiety mamy w sobie coś takiego, jak nieustanne dążenie do doskonałości w kontekście naszego ciała, naszych umiejętności, bycia perfekcyjną mamą czy pracownikiem roku. Stawiamy przed sobą ciągle nowe wyzwania i ambitne zadania.
I to dobrze, powiem więcej – to bardzo dobrze – tylko nie na raz, nie tak szybko, nie już a powoli małymi kroczkami. Nie da się bowiem wszystkiego zrealizować w jednym, biednym, umęczonym styczniu. Gdzie nasz organizm jeszcze odrobinę hibernuje po świętach, troszkę leniwy, otulony kocykiem i zamrożony zimową aurą. A my go chcemy „zajechać” planami i wyzwaniami. I oczywiście tu i teraz bo kobiety z reguły niecierpliwą mają naturę.
I nie wychodzi a my popadamy w depresję, przygnębienie, apatycznie patrzymy w lustro bo działałyśmy bez planu, na akord, na czas, nerwowo.
Bo styczeń wymusił na nas zmiany na lepsze, ale w sposób gwałtowny i niekomfortowy budzący podświadomy strach, niechęć a co za tym idzie, nasz mózg zaczął wołać – walcz! uciekaj! I jeszcze to słowo „muszę” zamiast chcę. Już na sam wydźwięk, że coś muszę mamy ochotę się zbuntować i nie musieć.
A wystarczy wdrożyć filozofię doskonalenia i przekonać samą sobie, że można zrealizować wszystkie postanowienia noworoczne w jeden sprawdzony i wcale nie magiczny i tajny sposób.
MÓZG NIE LUBI GWAŁTOWNYCH ZMIAN.
Nasz mózg składa się z kilku obszarów, z czego każdy odpowiedna za coś innego. Pień mózgu zwany jest gadzim mózgiem i odpowiada za funkcje życiowe, za to czy oddychamy i czy nasze serce bije. Nie mamy na to wpływu, to się po prostu dzieje. Następnie śródmózgowie, czyli tak zwany mózg ssaczy tutaj pojawiają się racjonalne myślenie, analiza, uczucia, emocje. Wszystko to, co nas wyróżnia, co mocno jest powiązane również z naszą płcią charakterem i predyspozycjami.
Ale! Mamy również obszar naszego centrum dowodzenia, czyli ciało migdałowate. To ono zaliczane jest do sabotażystów zmian i eliminatorów zagrożenia. No i właśnie – zaatakowane nowościami, planami i postanowieniami wszczyna alarm! I nas broni, blokując nasze szalone noworoczne fanaberie. Bojkotując nowe i nieznane.
SŁONIA ZJADAMY PO KAWAŁKU
Jak zatem wprowadzać noworoczne postanowienia, aby je zrealizować bez uszczerbku dla naszego dobrostanu – ano krok po kroku. Małe kroki zaprowadzą nas w to samo miejsce, do którego mogłybyśmy dojść dużymi, z tą różnicą, że będzie spokojniej, bez stresu, bez podniesionego kortyzolu, szalejących hormonów, nieprzespanych nocy, poczucia winy. Liczy się czas i cierpliwość.
Zacznijmy od zdefiniowania naszych celów, ale smartowo (od słowa SMART).
Co to oznacza w praktyce? Kiedy już wiemy co chcemy zapiszmy nasze marzenie następująco:
Specific (konkretnie) – cel powinien być jasno zdefiniowany, abyśmy dokładnie wiedziały czego chcemy.
Measurable (mierzalnie) – cel powinien dać się zmierzyć na przykład schudnę 6 kilogramów. Widzisz jak łatwo możemy to sprawdzać – wystarczy waga łazienkowa.
Achievable (osiągalnie) – nie możemy założyć, że osiągniemy wymarzoną wagę w miesiąc – ale już w 4 miesiące tak. To jest do zrobienia.
Relevant (istotnie) – oczywiście musi nam na tym zależeć, bo jeśli nie, to po co się męczyć.
Time-bound (określony czasowo) – no i na koniec do kiedy, chcemy to zrobić, konkretny termin jest ważny. Więc go załóżmy.
Prawda jakie to proste? I tak możemy pracować z każdym postanowieniem i nie tylko noworocznym. Czyż nie jest łatwiej zapisać a później działać w oparciu o schemat?
Dlaczego SMART działa? Bo nie stosuje radykalizmu wszystko albo nic. Bo pozwala na potknięcia i powroty do realizacji celu. Niczego nie wprowadza gwałtownie, nie zabiera nie dając nic w zamian, przełamuje strach i jest procesem rozłożony w czasie. To codzienna praca nad sobą, codzienne wdrażanie małych i dobrych zmian, prowadzących do dobrych nawyków.
TYLKO 10% LUDZI MA WYZNACZONE CELE, A ZALEDWIE 3% JE ZAPISUJE
Jeśli zapiszemy swoje cele i codziennie przed snem będziemy je wizualizować, zobaczymy siebie w nowej wersji, wpłyniemy na swoją podświadomość i będzie nam łatwiej. Nic tak nie poprawia nastroju bowiem przed snem, jak wyobrażenie siebie w nowej roli, w ulepszonej wersji, szczuplejszej, bardziej uśmiechniętej czy na jakiejś tropikalnej wyspie.
Kładąc się do łóżka, zamykamy oczy i doświadczamy swojego nowego ja. Zobaczymy wówczas siebie na leżaczku nad przepięknym oceanem, usłyszymy szum wody, powiew wiatru, poczujemy zapach egotycznych kwiatów, posmakujemy sałatkę owocową z mango i markują. Czyż nie jest cudownie?
Możemy tam być, pięknie opalone, w seksownym bikini, szczupłe i wysportowane … Oczywiście możesz mieć zupełnie inne marzenie, może pierwszy maraton? Czy widzisz siebie przebiegającą przez metę, zmęczoną, spoconą, ale niewiarygodnie szczęśliwą. I widzisz oczyma wyobraźni ten moment, kiedy pochylasz głowę, oby otrzymać swój pierwszy medal… Jest ciężki, błyszczący a Ty nie wierzysz, że to się wydarzyło naprawdę! Jesteś maratończykiem!
Prawda, że cudne doświadczenie! Zapisujmy swoje cele i wizualizujmy, doświadczajmy, odczuwajmy.
JAK ZACZNIESZ DZISIAJ, W GRUDNIU BĘDZIESZ NAJLEPSZĄ WERSJĄ SIEBIE!
Zawsze miejmy cel! Jaki by on nie był, malutki, ogromny, służbowy czy związany z rodziną. Bo brak celu powoduje poczucie pustki i zagubienia, brak motywacji do działania, utratę sensu życia, przewlekłe uczucie smutku, kryzys i sięganie po używki a nawet wiedzie ku depresji.
Dziewczyny, zróbmy mapę marzeń – a potem patrzmy na nią i wyobrażajmy sobie siebie na mecie biegu, w nowej sukience, spacerującą po plaży czy biegającą po lesie z psem, o którym zawsze marzyłyśmy. To nie muszą być ambitne plany czy drogie cele – ważne, aby były nasze i zgodne z tym o czym śnimy.
Zmotywujmy się wspólnie do działania a potem pracujmy z dyscypliną. Utrzymujmy regularność będąc konsekwentnymi w działaniu, dążmy do marzenia z siłą i determinacją. Skupmy się na celu i jego realizacji bez względu na okoliczności i otoczenie, które będzie nas zniechęcać. Ważne abyśmy słuchały siebie! Nie szukajmy wymówek i pretekstu a i najważniejsze - nie prowadźmy ze sobą dialogów wewnętrznych. Najpierw działanie – potem wątpliwości. Pamiętajmy, że ruch zabija strach.
Po kilku tygodniach, miesiącach przyjdzie nawyk, a wówczas już nie będzie dało się żyć bez tego nad czym pracowałyśmy. I to będzie niesamowite!
To będzie ta wspaniała, udoskonalona wersja Ciebie, mnie, nas!
Doświadczymy poczucia sprawczości! Przecież niemożliwe nie istnieje.
CODZIENNIE MAMY WYBÓR
Mamy wybór czy fast food czy prawdziwe jedzenie, kanapa czy spacer, Instagram czy książka. Każdy dzień jest naszą decyzją. Przed nami jeszcze ponad 340 dni na podejmowanie słusznych decyzji.
Pamiętaj!
Myśli, które powtarzasz są Twoim kierunkiem.
Styl życia, który wybierasz jest Twoim zdrowiem.
Depresja, lęk czy wypalenie nie spadają z nieba, wyprzedza je chaos, brak sensu, brak celu.
Najpierw działaj potem wątpliwości, ruch zabija strach.
Co Cię pochłonie stanie się Twoja pasją.
Gdy dbasz o ciało i umysł to poruszasz się szybciej niż kryzysy psychiczne.
Ruch reguluje emocje.
Sens porządkuje głowę.
Dyscyplina daje oparcie wówczas, gdy znika motywacja a problemy nie znikają ale Ty jesteś silniejszy, aby się z nimi zmierzyć.
Depresja wygrywa, gdy jest stagnacja.
A wówczas Blue Monday – będzie tylko niezrozumiałym sloganem. Jaki Blue Monday? Bzdura - mnie nie dotyczy!
Ściskam:)
Zapraszam na spotkania ze mną. Już 3.02.2026 – Tydzień Bezpłatnych Szkoleń – Akademia WSB – Jak uporządkować życie przed ”śmiercią” czyli jak uzyskać dobrostan w pięknej i czystej przestrzeni fizycznej i mentalnej. Zapraszam do zapisów – start 17.00



Komentarze