Nie chcę życia niczym lukier na pączku, spływającego i kruchego
- Izabela Solarek
- 17 lut
- 5 minut(y) czytania
Ostatni tydzień to istne szaleństwo, tłusty czwartek, piątek trzynastego, czyli unikanie czarnego kota oraz oczywiście Walentynki i wszechobecna czerwień, serca i kwiaty.
Co oznacza, że zaczęło się od lukru i skończyło na lukrze! Powierzchownie i krótkotrwale, bo dobrze wiemy, że lukier chociaż słodki i kuszący spływa po bokach paczka, a ten, który pozostał na powierzchni – szybko kruszeje. Jeśli spojrzeć z kolei na walentynkowe kwiatki już dziś pewnie lekko obumarłe, straciły cały swój urok a po czekoladkach w kształcie serca zostało puste opakowanie, może okruszki z posypki i poczucie winy z nadmiaru zjedzonych kalorii.
I aby była jasność nie mam nic przeciwko tradycji, sama ją celebruję – oczywiście mówię o tłustym czwartku, niech pierwszy rzuci kamień, kto odmówił sobie paczka lub faworków. Walentynki już niekoniecznie są przeze mnie kultywowane. Nie dlatego, że nie kocham i nie czuje się kochana – po prostu kocham mojego męża i dzieci cały rok, kocham też siebie i nie potrzebuję do tego specjalnego święta, aby się porozpieszczać czy zrobić sobie jakiś mały prezent tak zupełnie bez okazji. I oczywiście kocham mojego sunie, no ta to rozpieszczam codziennie – od smaczków po mizianie, spacerki i co tam jeszcze chce. A wierzcie mi, że wychciewać to ona umie zarówno po dobroci jak i głośnym szczekaniem.
Ale! Wracając do lukru. Co z nim nie tak? No niby wszystko w porządku, gdyby nie fakt, że lukier na pączusiach jak i miłość ta walentynkowa – jednodniowa, płytka, na pokaz - spływają po powierzchni a pod spodem zostaje suchar i pustka.
A może tak na przekór innym odejść od lukrowania świata na pokaz i zacząć osładzać swoje życie tak prawdziwie, nie cukrem a konfiturą, która zostanie na zawsze w środku i będzie kwintesencją naszego jakościowego i dobrego życia?
Może zacząć w końcu nadziewać nasze życie dobrem, prawdziwą miłością, zrozumieniem, troską i autentycznym zainteresowaniem? Może skupić się na sobie i swojej rodzinie porzucając nadmiar rzeczy i bodźców. Wrócić chociaż w weekend do najprostszych rzeczy jak przygotowanie domowego posiłku, pogranie w chińczyka czy wyjście do lasu.
Aby pobyć razem, bez Netflixa, fejsbuczka czy bez szumów współczesnego świata. Bez polityki, przekrzykujących się mediów kto lepszy a kto gorszy. Może właśnie chodzi o to, aby odciąć się od tego co nas przytłacza. Co powoduje nasze rozproszenie i prowadzi do frustracji.
Dzisiaj chce Was zaprosić do wyzwania. Podnieście rękawice i zacznijcie ze mną od teraz. Zacznijcie kochanie siebie, takie prawdziwe i takie głębokie, od czubka głowy aż po koniuszki paluszków u stóp. Takie kochanie, które sprawi, że za równe 7 tygodni, czyli w Wielkanoc poczujecie się nową wersją siebie. Podejmijcie swoje własne wyzwanie, porzućcie lub zacznijcie, zamieńcie coś co Wam nie służy na coś trudnego, ale prowadzącego do dobrostanu. Zacznijcie już dziś swój wellbeing!
Pewnie już jesteście ciekawe do czego Was zapraszam. Otóż nic trudnego, ale wymaga odrobinę poświecenia i zmiany. Pamiętajcie, że wartościowe i smakowite życie nie przychodzi łatwo. No chyba, że słodkie i z marketu, ale! bez wartości odżywczej. Zatem:
1. Zrezygnuj z jednego uzależnienia, które jestem pewna, że Ci nie służy – może jest to alkohol, papierosy, skrolowanie przed snem. Wybierz sama.
Ja rezygnuję z cukru. To mój wróg numer jeden. Totalny nałóg i uzależnienie.
2. Zamiast Social Mediów – codziennie chociaż 1 strona książki. Jeśli szukasz inspiracji napisz do mnie – książki to moja pasja – chętnie zaproponuje coś extra. Czytam 50 książek rocznie nie licząc audiobooków. Tak jestem z tego dumna! I jednocześnie inspiruje do czytania innych. Daję polecajki i rekomendacje.
3. Odpal aktywność – może to być spacer 10 minut dziennie – na przykład wysiądź na wcześniejszym przystanku lub zaparkuj samochodem kilka minut od domu. Znajdź taką formę ruchu, która da Ci radość. Ja rekomenduję dźwiganie ciężarów – dlaczego wyjaśnię wkrótce.
4. Wstań 10 minut wcześniej i przygotuj wartościowe śniadanie, oparte na białku – zrezygnuj z owsianki, drożdżówki, dżemu – czyli wszystkiego co podbija z rana cukier i powoduje napady głodu już po godzinie. Zapraszam do kolejnych artykułów tam przybliżę ten temat.
5. Usiądź w ciszy i pozwól sobie na nic nierobienie, chociaż na kilka chwil, ale codziennie. Pomyśl, pomedytuj lub pomódl się a może podziękuj za to co masz. Albo nie myśl tylko pobądź sama ze sobą. Byle w ciszy.
6. Dołóż proszę kolejny punkt już od siebie, wskaż obszar, który sprawi, że będziesz szczęśliwsza. Może zapiszesz się na masaż jako nagrodę po każdym tygodniu ćwiczeń, może pójdziesz z koleżanką na kawkę po każdym tygodniu bez cukru, a może po prostu spędzisz czas sama ze sobą, bo zauważysz, że masz więcej czasu dla siebie i pożytkujesz go lepiej dzięki zmianie nawyku, bo już nie skrolujesz czy nie oglądasz kolejnego serialu.
7. Koniecznie zapisz swoje postanowienia, może pokoloruj. I pamiętaj małymi kroczkami, codziennie realizuj je krok po kroku. Nienachalnie, delikatnie z dobrocią dla siebie.
Już dzisiaj uczyń swoje życie odrobinę lepszym. Zdrowy egoizm jest potrzebny. Wystarczy troszkę zadbać o siebie i pozwolić sobie na bycie tak samo ważną jak nasze dzieci czy mąż.
Skupienie na sobie jest dobre. Zadbanie o swoje ciało i umysł są potrzebne. Wartościowe jedzenie, sport, książka to podstawa naszej zmiany i rozwoju.
Pamiętaj jednak, że nowe nawyki nie przychodzą łatwo i bezboleśnie. Przychodzą w cierpieniu i ciszy. Nie prowadź zatem monologów wewnętrznych i nie przekładaj początku na później, na kiedy indziej, może od wiosny. Dziś to wspaniały moment. Pamiętaj, że mózg lubi ruch, ale dopiero jak się ruszymy, a najtrudniejsza droga do pokonania to ta między kanapą a drzwiami!
Zmiana przyzwyczajeń to proces i codzienna walka. Ale tylko na początku, z dnia na dzień coraz łatwiej. Ale warto, byle się nie poddawać! Bo Walentynki to kochanie swoich najbliższych i siebie oraz zaopiekowanie nie tylko 14 lutego, lecz przez cały rok, dwa, trzy lata aż do skończenia świata.
Jeśli nie pokochamy siebie samych przez pryzmat naszych dobrych nawyków to, jak mamy kochać innych. Jeśli nie dbamy o siebie fizycznie, jak wymagać tego od naszych najbliższych. Jeśli nasze myśli krążą cały czas w socialach jak mamy mieć autorefleksję i czas na medytację czy czytanie książek.
Walentynki to lukier, ale tylko prawdziwa miłość do siebie jest kwintesencją smaku. Tylko nadziewając siebie prawdziwą marmoladą, domowej roboty według przepisu babci budujemy prawdziwą i ta lepszą wersję siebie.
Dziewczyny dawajmy sobie dobro, zwłaszcza że mamy mnóstwo obowiązków i odpowiedzialność za nasze rodziny, przyjaciół, zwierzaki. Dbajmy o siebie każdego dnia i dawajmy sobie lepsze jutro, na które pracujemy właśnie dzisiaj.
Nie odkładajmy życia na potem, bo potem może nie być!
Jestem ciekawa co się zmieni się u Was po kilku dniach, tygodniach.
Nawet jak się potkniecie to się podnieście, i tak w kółko, wszystko po to, aby budować swój dobrostan.
Po więcej zapraszam Was serdecznie na DOBROSTAN KOBIETY CAMP. Już 13 marca startujemy. Zostały już ostatnie miejsca. Więcej w zakładce weekend dobrostan kobiety.
W razie pytań piszcie do mnie śmiało.
Ściskam :)



Komentarze